Otrzymujesz karę umowną za zerwanie umowy na prąd na kwotę kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych. Wpadasz w panikę. Poświęcasz czas i nerwy, a sprzedawca nie uznaje Twoich argumentów. Nie dostrzega, że proces rzekomego rozwiązania umowy nie przebiegł tak jednoznacznie. Jest sporo wątpliwości. Właśnie z takim problemem trafił do mnie jeden z klientów. Dzięki jednemu mojemu pismu karę umowną o 90%.
Walka z wiatrakami
Sprawa dotyczyła wcześniejszego rozwiązania umowy sprzedaży energii elektrycznej zawartej na czas określony. Klient otrzymał od sprzedawcy karę umowną na kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Taka kwota może przyprawić o zawrót głowy i szybsze bicie serca.
Stąd zrozumiałe, że klient podjął rękawicę. Samodzielnie sformułował bardzo obszerną reklamację do sprzedawcy. Reklamację przygotował z ogromnym zaangażowaniem. Dużo czasu poświęcił na opis sprawy, swoich zarzutów. Wytoczył, wydawałoby się, ciężkie działa: kwestionował samą zasadność nałożenia kary umownej, wskazywał, że został wprowadzony w błąd, przedstawił okoliczności złożenia przez niego oświadczenia o wypowiedzeniu umowy.
Reklamacje były rozbudowane i merytoryczne. Rzadko spotykam tak dobrze napisane reklamacje.
Jednak za każdym razem mój klient otrzymywał taką samą odpowiedź – reklamacja nie została uznana. Klient musi zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Klient zdał sobie sprawę, że kolejny raz odbija się od ściany. Więcej niż nie może zdziałać. Dlatego skontaktował się ze mną i powierzył mi prowadzenie swojej sprawy.
Matematyczny błąd sprzedawcy energii elektrycznej
Gdy sprawa trafiła na moje biurko, zaczęłam krok po kroku rozbierać ją na czynniki pierwsze. Argumenty klienta były słuszne, ale to mnie nie zadowalało. Widziałam w tej sprawie jeszcze kilka argumentów, które pozwalałyby na uniknięcie przez mojego klienta zapłaty kary umownej.
Jeden z argumentów był strzałem w dziesiątkę. Sprzedawca energii elektrycznej źle zastosował wzór na wyliczenie kary umownej, który znajdował się w umowie.
Przeanalizowałam cały wzór, wykonałam własne obliczenia i jasno z niego wynikało, że kara umowna stanowi jedynie ok. 10% kwoty, której dochodził sprzedawca.
Oczywiście w mojej reklamacji przywołałam jeszcze szereg innych zarzutów.
Efekt? Kara umowna obniżona o 90%
W końcu sprzedawca zareagował! Zanim jeszcze otrzymałam odpowiedź na moją reklamację, klient otrzymał korektę noty obciążeniowej. Z ciekawością czekałam na oficjalną odpowiedź na moją reklamację.
Po lekturze byłam zaskoczona. Sprzedawca wskazał, że obniżył karę umowną, ale zrobił to w taki sposób, żeby nie przyznać się wprost do błędu. Gdzieś na końcu odpowiedzi wspomniał od niechcenia o korekcie noty obciążeniowej.
Jednak osiągnęliśmy to, co chcieliśmy – kara umowna została znacznie obniżona.
Kara umowna za zerwanie umowy na prąd a bezcenny spokój
Klient był bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw. Kara umowna była na tyle niska, że podjął decyzję o jej dobrowolnej spłacie. Nie chciał już prowadzić dalej sporu i czekać na ewentualny pozew z sądu.
Klient wiedział, że mamy realną szansę na obniżenie tej kary do zera. Jednak święty spokój okazał się cenniejszy.
Ta sprawa pokazuje, że nawet kilkukrotne odmowy uwzględnienia reklamacji, nie przekreślają szansy na ugodowe zakończenie sporu. Warto spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Ze swojego doświadczenia widzę, że najlepiej działają twarde, formalne argumenty. W tym przypadku sprzedawca nie miał przestrzeni do dyskusji. Szanuję też dojrzałą decyzję klienta. Warto wiedzieć, kiedy lepiej odpuścić.
Jeżeli chcesz porozmawiać o Twojej sprawie, zapraszam do KONTAKTU.